Fundacja WHD na FaceBooku Fundacja WHD na YouTube
Zadzwoń do psychologa: 509 797 324

O wyjeździe do Kazimierza Dolnego okiem Natalii i Tomka

O wyjeździe do Kazimierza Dolnego okiem Natalii i Tomka

Zaproszenie do udziału w wyjeździe grupy wsparcia Hospicjum Perinatalnego otrzymaliśmy w zasadzie jeszcze przed naszą pierwszą wizytą na spotkaniu grupy, wkrótce po urodzeniu i śmierci naszego synka Jasia, po kilku miesiącach przebywania pod opieką Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci.

Byliśmy bardzo miło zaskoczeni otrzymanym zaproszeniem – w końcu byliśmy nowymi osobami, które nie miały jeszcze okazji zapoznać się z grupą, a poza tym nie spodziewaliśmy się wcześniej, że spotkania mogą też przybrać taką „zaawansowaną”, tj. wyjazdową, formę.

Nie zwlekaliśmy zbyt długo z podjęciem decyzji, pomimo poczucia pewnej niepewności wynikającej z faktu, iż w żadnym spotkaniu grupy jeszcze nie uczestniczyliśmy – czuliśmy jednak wielką potrzebę spotkania z osobami, które podobnie jak my utraciły swoje maleństwa, zanim na dobre rozpoczęły one życie na tym świecie.

Wyjazd odbył się w dniach 28-29 listopada (sobota i niedziela), a jego celem był Kazimierz Dolny – dobrze wszystkim znane przepiękne, malownicze miasteczko, z bardzo bogatą historią sięgającą niemal początków państwowości polskiej, położone nad Wisłą, niecałe dwie godziny od Warszawy. Sam wybór Kazimierza Dolnego był bardzo dobry również ze względu na tę odległość – nie jechaliśmy pół dnia, ale mieliśmy naprawdę sporo czasu na miejscu, co przy wyjeździe weekendowym ma duże znaczenie.

Wyjechaliśmy w sobotę rano sprzed siedziby Hospicjum przy ul. Agatowej w kameralnej grupie sześciu małżeństw wraz z opiekunami grupy wsparcia: Pauliną, Dominiką oraz ks. Darkiem, a także panem kierowcą, który zapewnił nam transport busikiem w obie strony. Pomimo stosunkowo późnej jesiennej pory (wszakże to niemal początek grudnia), pogoda dopisała – było całkiem ciepło i słonecznie, przynajmniej w ciągu dnia, bo w nocy z soboty na niedzielę w Kazimierzu i okolicach spadło sporo śniegu. Szkoda tylko, że nie przetrwał on kolejnego dnia, bo tylko dodawał uroku naszemu wyjazdowi.

Szczerze mówiąc, początkowo byliśmy dość niepewni, można by rzec, że nieco nieśmiali. Z częścią osób z grupy spotkaliśmy się tego dnia po raz pierwszy, z kolei z pozostałymi widzieliśmy się raptem dopiero jeden raz, a tymczasem większa część grupy znała się już od jakiegoś czasu. Obawialiśmy się wobec tego pewnej wewnętrznej bariery, gdy już w trakcie wyjazdu w trakcie właściwego spotkania grupy przyjdzie nasza kolej, by opowiedzieć o Jasiu i jego historii.

Wszelkie nasze obawy okazały się jednak płonne – organizatorzy wyjazdu znakomicie zadbali o integrację uczestników wyjazdu i budowanie przyjaznej atmosfery wzajemnego zaufania – tak ważnego w kontekście szczerych rozmów, jakie odbywają się w ramach spotkania grupy wsparcia.

Przede wszystkim wspólne zapoznanie rozpoczęliśmy od zwiedzenia miasteczka wraz z przewodnikiem, a jest w Kazimierzu co zwiedzać! Dość wymienić zabytkowe kamienice i spichlerze, Rynek, Kościół Farny, ruiny Zamku oraz Baszta, a do tego malownicze skarpy, wąwozy i urokliwie szeroko rozlaną, leniwie płynącą Wisłę. Większość z nas była już kiedyś w Kazimierzu, choćby w dzieciństwie, ale mało kto zwiedzał go z przewodnikiem. Trzeba jednak przyznać, że widzi się wtedy zupełnie inne, nieznane dotąd miasto. Nasz przewodnik, pan Henryk Mucha, ma wyjątkowe doświadczenie w odkrywaniu przed turystami nowych zakątków Kazimierza. Zarazem umiał ocenić, co w tym krótkim czasie warto zwiedzić, a co odpuścić, aby nie przemęczyć zwiedzających i o czym warto opowiedzieć, żeby rozbudzić zainteresowanie i nie zanudzić. Chociaż nam też w przeszłości zdarzyło nam się być już w Kazimierzu, ten wyjazd rozbudził w nas na nowo fascynację tym wspaniałym miejscem o niepowtarzalnej atmosferze i zdecydowaliśmy, że w kolejnym roku na pewno ponownie bardzo chętnie go odwiedzimy.

Wracając jednak do naszej głównej opowieści... zostaliśmy zakwaterowani nieopodal Kazimierza, w malowniczo położonym pensjonacie, wśród podkazimierskich skarp i wąwozów. Po obiadokolacji, wieńczącej udane popołudnie, które upłynęło pod znakiem zwiedzania miasta, zasiedliśmy do najważniejszej części wyjazdu, czyli właściwego spotkania grupy wsparcia, które z jednej strony przypominało regularne spotkania w siedzibie Hospicjum na Agatowej, z drugiej natomiast różniło się od nich między innymi tym, że tym razem mieliśmy nieporównywalnie dużo więcej czasu dla siebie, jak również byliśmy już po integracyjnym wprowadzeniu w postaci wspólnego zwiedzania – i to są właśnie argumenty (bynajmniej nie jedyne) za tym, że niezależnie od regularnych spotkań również i tego rodzaju wspólne wyjazdy mają bardzo duży sens!

Innym z kolei argumentem przemawiającym za niezwykle istotnym znaczeniem wyjazdu jest też w naszej opinii niepowtarzalna możliwość odbycia indywidualnej rozmowy z innymi uczestnikami grupy wsparcia. W trakcie sobotnich spotkań w siedzibie Hospicjum takiej możliwości co do zasady nie ma i oczywiście nie ma co się temu dziwić – w końcu to grupa wsparcia, jednakże musimy przyznać, że okazja do rozmowy indywidualnej w trakcie wyjazdu również okazała się dla nas ważnym i niepowtarzalnym doświadczeniem.

Zaskakujące wydało nam się, jak różni są ludzie w naszej grupie i jak bardzo te różnice nie mają znaczenia, kiedy rozmawiamy o naszych utraconych dzieciach i życiu po stracie. Być może w normalnych okolicznościach nigdy byśmy się nie poznali, nie zawarli znajomości, jednak po przełamaniu swoich obaw mogliśmy rozmawiać tak, jakbyśmy (przynajmniej pod tym względem) znali się już od dawna. Co w pewnym sensie jest prawdą. Oczywiście wszyscy przeżywają swoją stratę trochę inaczej, również etap żałoby bywa różny w przypadku poszczególnych par, ale pewne cechy wspólne zauważa się od razu, nawet jeśli nie zostaną głośno wypowiedziane czy nazwane. A że na co dzień żyjemy w świecie, z którym na tej płaszczyźnie nie mamy wspólnych przeżyć, który nawet często nie chce o nich słuchać, to poznawanie nowych osób w grupie wsparcia jest bardzo cenne. Mamy nadzieję, że inni rodzice odczuwają to podobnie, bo chyba głównie na tym (w żadnym razie nie umniejszając wartości samej wycieczki!) opiera się nasze poczucie, że zarówno dołączenie do grupy, jak i wyjazd do Kazimierza były dobrym pomysłem i dały nam nową, dodatkową siłę do walki. Warto było odłożyć swoje obawy na bok i zaryzykować.

Msza Święta odprawiona w niedzielę przez księdza Darka była – w naszym odczuciu przynajmniej – nie tylko niedzielną Mszą, ale również dopełnieniem spotkania z poprzedniego dnia. Tym razem było to spotkanie nieco inne, bo nie my i nawet nie nasze dzieci byliśmy w centrum uwagi, ale dla osób wierzących, również tych na etapie spierania się z Bogiem, mogła to być ważna chwila. Dla nas na pewno taka była.

Ten pamiętny listopadowy weekend minął nam bardzo szybko, ale okazał się owocny, zarówno w krótszej perspektywie – tj. w kontekście możliwości odetchnięcia w miłym towarzystwie i w cichej, spokojnej okolicy od zgiełku życia codziennego, jak i w sensie trwałym i długofalowym – jako kolejny ważny etap przeżywania żałoby po naszym synku Jasiu. Jeden z tych, dzięki którym uczymy się na nowo żyć po jego stracie.

Pragniemy przy tej okazji złożyć najserdeczniejsze podziękowania dla Zarządu Fundacji Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci za danie możliwości urzeczywistnienia wspólnego wyjazdu do Kazimierza oraz dla naszych Opiekunów za ich wsparcie i obecność! Dziękujemy i do zobaczenia na kolejnych spotkaniach grupy wsparcia Hospicjum Perinatalnego.

Tomek i Natalia Wiśniewscy