Fundacja WHD na FaceBooku Fundacja WHD na YouTube
Zadzwoń do psychologa: 509 797 324

Majuniu...

Gdyby nasza miłość 
mogła Cię ocalić, 
nigdy byś od nas nie odeszła…

Nasza córeczka Maja miała dwa latka i dwa miesiące, kiedy Jezus zdecydował zabrać ją do siebie, pozostawiając nas w wielkiej rozpaczy. Chorowała na zespół Edwardsa. Prócz tej okropnej, nieuleczalnej choroby, miała wadę serduszka oraz nadciśnienie płucne. Mimo wszystko, była silną dziewczynką z ogromną wolą życia. Kilkakrotnie zwalczała zapalenia płuc, nawet wtedy,  kiedy przygotowywano nas na najgorsze. Nasza kruszynka nie poddawała się. Walcząc, pokonywała wszelkie trudności, jednocześnie wszystkich nas zaskakując. Kochaliśmy ją właśnie taką, jaka była: maleńka, drobniutka i słabiutka, ale dzielna i waleczna. Kochaliśmy w niej wszystko, po prostu wszystko.  Przez cały okres swojej choroby uczyła nas szacunku do życia, pokory i miłości o jakiej nie mieliśmy dotychczas pojęcia.  Maja była bardzo pogodnym i radosnym dzieckiem. Nawet, kiedy gorzej się czuła, potrafiła się do nas uśmiechnąć. Lubiła, kiedy ją rozśmieszaliśmy – tak głośno się wtedy śmiała. Miała swoje ulubione zabawki: misia Filipka, królika Boba, muszkę i pszczółkę, bez nich nie było dobrej zabawy. Wielką radość sprawiało jej przebywanie z nami w kuchni przy stole. Majunia siedziała w foteliku i obserwowała nas jak jemy, zerkając na mamę i na tatę, uśmiechając się i gaworząc radośnie. Była bardzo mądrą dziewczynką, mądrzejszą od nas wszystkich. Miała taki mądry wzrok, rozumieliśmy się bez słow.

Kiedy przyszedł ten wieczór, pełen żalu i goryczy, Maja czekała, aż usiądziemy razem, jak każdego wieczora. Najbardziej lubiła, kiedy byliśmy sami we trójkę: mama, tata i nasza córeczka. Siedzieliśmy razem na łóżku, a Majunia przebrana w piżamkę do snu, leżała na naszych rękach, mocno do nas przytulona. Patrzyła na nas szeroko otwartymi oczkami, które chciały tyle powiedzieć. Z każdą minutą dawała nam do zrozumienia, że przyszła ta okropna chwila. Patrząc, jak płyną nam łzy z oczu, widać było, że gdyby mogła, powiedziałaby: ,,mamusiu, tatusiu, nie płaczcie” , ale co ona maleńka mogła zrobić. Jej śliczne, brązowe oczka nawet na chwilę się nie zamykały. Widziała, jak cierpimy razem z nią, jak chcemy ją przy sobie zatrzymać. Jedyne co w tej sytuacji mogła dla nas zrobić, zrobiła. Podarowała naszej rodzinie ostatnie chwile swojego życia i odeszła. Nie rozumiem, dlaczego Jezus wiedząc, jak bardzo cię kochamy, świadomy tego, co uczyniło na ziemi twoje życie, zabrał cię. Wiemy, że dzieci z tym rozpoznaniem odchodzą, mając zaledwie kilka miesięcy. Spędziliśmy z tobą ponad dwa lata, ale to nie ukoi bólu, jaki nosimy w sercu. 

Majuniu… 
Córeczko Nasza Najdroższa, wszyscy bardzo za tobą tęsknimy. Pozostawiłaś wielką rozpacz w naszych sercach. Kiedy za oknem wychodzi słońce myślę, że nas odwiedzasz. Wiem, że przychodzisz do nas w snach, w śpiewie ptaków, w powiewie wiatru. Lubiłaś chodzić na spacery, jeździć nad wodę, lubiłaś śpiew ptaków  i tam ciebie dziś szukamy. Kiedy idę do ogrodu, myślę jak tu pięknie, to twoje ulubione miejsce. Wiele chwil swojego życia spędziłaś w ogrodzie, wśród kwiatów, pod drzewem śliwkowym, w lesie i nad wodą. Wiemy, że jesteś w jeszcze piękniejszym miejscu, w które z tatą mocno wierzymy i zrobimy wszystko, aby kiedyś móc tam spotkać się z tobą. Tuż po twoim odejściu usłyszeliśmy słowa: „Nie żyjemy dla tej ziemi tylko dla wieczności”. Trzeba stracić swoje życie na ziemi, aby je na zawsze odzyskać w niebie. Ty Nanesiu jesteś już tam, gdzie nie ma chorób, bólu i cierpienia. Nam pozostała tylko wielka tęsknota za tobą, która przenika wszystko w środku, która odbiera siły do życia. Serce bije tak mocno, bo dusza płacze i nie może przestać. Chcemy, aby nasze życie było świadectwem miłości do ciebie. Całe dobro, jakie się w nas zrodziło, było skutkiem twojego życia. Twoją zasługą jest to, jacy dziś jesteśmy, otworzyłaś oczy naszych serc. To czego dokonałaś, jest bezcenne i pozwala poniekąd zrozumieć, po co było to wszystko. Wiemy, że twoje życie miało sens, którego jeszcze dziś do końca nie umiemy zrozumieć. Nie chcemy myśleć o pożegnaniu z tobą, ale żyć w pewności, że przyjdzie czas spotkania w niebie i wtedy będziemy już razem na zawsze i nic nas nie rozdzieli. Wielka miłość, którą wypełniłaś nasze serca po brzegi, jest znakiem, że nadal tajemniczo żyjesz w nas. Nigdy tak naprawę nie rozstaliśmy się, bo kochające serca stapiają się ze sobą i stają się jednym. Wiemy, że jesteś z nami we wszystkich smutkach i radościach, które przeżywamy na co dzień. Niezależnie od tego, czy pogodzimy się z utratą ciebie czy też nie, każdego dnia dziękujemy Bogu w modlitwie, że byłaś z nami i do ostatnich chwil życia będziemy dziękować, tak jak już zawsze będziemy cię kochać, wspominać, pamiętać.

Mama i Tata

Na koniec chcemy serdecznie podziękować wszystkim pracownikom Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci. Jest to wspaniałe miejsce, które gromadzi wielu ludzi dobrego serca. Przyjmijcie wyrazy naszej wdzięczności, za to co uczyniliście dla naszej córeczki. Dziękujemy wszystkim lekarzom Hospicjum, przede wszystkim dr Kasi Marczyk, i dr. Piotrowi Zielińskiemu. Dziękujemy naszej wspaniałej pielęgniarce Basi Ważny, która pomagała nam nie tylko na dyżurach. Dziękujemy Basiu za twoją troskę i wsparcie, którego udzielałaś nam po odejściu Mai, ale i za to, że jesteś z nami również teraz. Dziękujemy także wszystkim pozostałym pielęgniarkom, które niosły pomoc wtedy,  kiedy było to potrzebne. Dziękujemy pracownikowi socjalnemu Dorocie Licau. Dziękujemy za sprzęt medyczny ułatwiający codzienne życie: koncentrator tlenu, inhalator, agregat prądotwórczy, nawilżacz powietrza itp. Chcemy podziękować również za to, że jesteście z nami w tym trudnym dla nas czasie żałoby, za wyjazd do Kazimierza, za spotkania Grupy Wsparcia. Dziękujemy  Agnieszce Chmiel-Baranowskiej, panu Irkowi i księdzu Wojtkowi. Będziemy szerzyć w świadomości ludzi wiedzę o istnieniu tak wspaniałej fundacji, jaką jest Warszawskie Hospicjum dla Dzieci. Jeszcze raz z głębi serca wszystkim bardzo dziękujemy. 

Diana i Łukasz
Rodzice Mai 

Warszawskie Hospicjum dla Dzieci 
opiekowało się Mają 307 dni

Informator "Hospicjum", nr 58, grudzień 2011 r.